Reżimy zakłócające

Ekologiczny przewodnik po kobiecej przyjaźni

(Madeleine Gregory) (31 grudnia 2019 r.)

Dwa lata temu lekarz włożył małą, ukształtowany kawałek plastiku w moją macicę. Rama z polietylenu wygląda jak patyk z odciętymi nogami i ma sznurki zwisające jak smugi powietrzne. W ciele rozczłonkowanego patyczaka znajduje się rezerwuar z lewonorgestrelem, który jest progestyną, która jest hormonem regulującym cykl menstruacyjny i ciążę. Ten zbiornik zawiera 52 mg substancji, wystarczającej na pięć lat.

W ciągu tych pięciu lat, zanim będą musieli mnie podważyć i wyciągnąć ze mnie tę plastikową tuszę, jestem odporny na ciążę. Oczywiście wystąpiły początkowe efekty uboczne: moja macica skurczyła się wokół tego małego obcego obiektu, wysyłając mnie poziomo. Krwawiłem przez ponad miesiąc, najpierw dużo, a potem powolny drybling, którego przestałem sprzątać. Teraz w ogóle nie krwawię. Czasami pojawia się duch minionych okresów: szept skurczu, kłucie pryszcza w oczekiwaniu.

Miałem 14 lat, kiedy spotkałem Alice. To był pierwszy semestr szkoły z internatem w Massachusetts, gdzie dorastałem. Była jesień, powietrze było lekkie i pełne, a słońce zaczęło świecić na pomarańczowo. Gdy dni straciły ciepło, liście pokryły nasze brukowane ścieżki w wybuchach zachodu słońca. Owinęliśmy kurtki, potem szaliki, rękawiczki i czapki. Czekaliśmy na pierwszy śnieg.

Alice pochodziła z Houston w Teksasie, więc to było dla niej nowe. Houston spędza większą część roku w wilgotnym upale, a powietrze przywiera do ciebie, pachnące mgiełką samochodów. Byłem w Houston tylko raz, wiosną, i przez całą wizytę spociłem się. Pamiętam niedowierzającą minę Alice, kiedy jej powiedziałem, idąc do kaplicy w tym błotnistym miejscu, gdzie jesień Nowej Anglii przechodzi w zimę, co nazywaliśmy tym lekkim, niezupełnym deszczem. „ Mgła?” Jej twarz opadła na otwarte usta. „Co do cholery się zaparowuje?” Refren: nie mamy tego w Teksasie .

Tata Alicji pracował w oleju, co byłoby większym problemem, gdybym wtedy posortował moje morale w takie wygodne małe pudełka. Jej tata pochodził z Ekwadoru i dał jej do odwiedzenia ciemne, rozlane loki, złoto pod skórą oraz dalekich krewnych. Jej mama pochodziła z Południa (mówiła w Stanach Zjednoczonych) i dała jej ten akcent, ten pełny śmiech i miłość do przebierania się.

W szkole, w której żadne z nas nie czuło się dobrze ani nie rozumiało, Alice była najlepsza przyjaciel. Była pierwszą osobą, która poważnie potraktowała mój umysł i moje pisanie, pierwszą osobą, która zwróciła uwagę na to, co myślałem poza tym, co powiedziałem. Była – jest – jedną z najwspanialszych osób, jakie kiedykolwiek spotkałem. Zbudowaliśmy cichą miłość z nocowania w zamieci, wspólnych sekretów i rekomendacji książek.

Fenologia to naukowe badanie synchronizacji. Świat działa na milionach różnych zegarów, z których każdy ma sygnalizować różne procesy. Migracje karibu, pierwsze opady deszczu i tarło rozgwiazd są kierowane przez te niewidzialne sygnały wewnętrzne. Gatunki ewoluowały wokół siebie nawzajem, az chaosu wyłoniły się ekosystemy. To wszystko działa trochę jak nasz układ hormonalny, złożony zestaw hormonów, które sygnalizują reakcje łańcuchowe i powodują, że śpimy, jemy i rozmnażamy się.

Zmiany klimatyczne naprawdę spieprzyły z czasem. Ponieważ ocieplająca się planeta szybciej zaprasza owady, ptaki wędrowne nie mają co jeść. Kiedy łosoś biegnie później, rybak nie ma nic do złowienia. Tutaj, w Kalifornii, wcześniejsza wiosna przedłuża sezon pożarów.

Przed przyjazdem do Kalifornii nigdy nie słyszałem terminu „sezon pożarów”. Moje wrażenia z Kalifornii były bezsezonowe. Nawet w północnej Kalifornii, która oddziela się od słonecznej monotonii południowej połowy, żyjemy w iluzji zastoju. Słońce zawsze wschodzi, powietrze zawsze będzie unosić się w umiarkowanych latach sześćdziesiątych lub siedemdziesiątych. To była obietnica Kalifornii: czysta karta klimatyczna na moje najśmielsze marzenia.

Ten wyeksportowany obraz ignoruje reżim zakłóceń centralny dla ekosystemu Kalifornii. W szczególnie gorące, suche i wietrzne dni duża część stanu jest zagrożona ogromnym pożarem. Ten ogień ma kluczowe znaczenie dla ekosystemu Kalifornii: sygnalizuje kiełkowaniu niektórym nasionom, otwiera miejsce na zapuszczenie korzeni nowych roślin.

Nazywanie ognia sezonem wydaje się dziwne, gdy pory roku, w których dorastałem, są znacznie bardziej oczywiste, delikatne i przewidywalne. Ale o to właśnie chodzi: przez pewien czas świat zachowywał się inaczej.

Dwa lata temu, wiosna. Moje stopy są wsparte na strzemionach, ciało owinięte w papierową suknię. Małe prześcieradło wisi obok mnie na wysokości bioder, rozszczepiając moje ciało na pół. Z jednej strony lekarz, z drugiej moja najlepsza przyjaciółka Joanna. Wrażenia są ostre: gęsty chłód, przypływ bólu.Ale jest w porządku, ponieważ po tym nie ma nic. Żadnych codziennych pigułek, żadnych miesięcznych skurczów. Nie ma potrzeby trzymania tych skręconych paczek z bawełny, sztucznego jedwabiu, polietylenu, polipropylenu i poliestru w mojej torbie. Nie będzie krwi do zatrzymania. Mogę zrobić wszystko, zawsze, bez ograniczeń swojego ciała.

Idę pierwsza, ale Joanna zadaje wszystkie pytania. Milczę, zamykam oczy, ściskam jej dłoń. Pyta, z czego jest zrobiony, jak to działa, co dokładnie robi z tymi heavy metalowymi instrumentami. Lekarz odpowiada przez maskę, koncentrując się na dokładnym umieszczeniu plastiku w mojej macicy.

Później tego samego dnia zmieniamy pozycje. Trzymam Joannę za rękę, a ona zaciska palce, abym mógł poczuć to, co ona. Tym razem oboje jesteśmy cicho: znamy ćwiczenie, a ja nie jestem aż tak dobrym trenerem. Ale ona wie, że tam jestem. Trzyma się.

Cztery lata temu jesień. Zaczerwieniony krajobraz zniknął w tle procesu studiów. Nie wiedziałem jeszcze o reżimach zakłóceń, nie wiedziałem, w jaki sposób nasze ekosystemy mogą utrzymywać chaos i się nie łamać. Pory roku mijały wolno i wypatrywaliśmy oznak zmiany: pierwszy mróz, zerkający krokus, koniec deszczu. Budujesz tolerancję na te zakończenia, cierpliwość na ich drugie przyjście.

To właśnie tej jesieni Alice zaczęła tracić głos. Po treningu biegowym szliśmy na obiad, a cisza okrywała nas jak koc urazowy. To, na czym zostaliśmy zbudowani – rozdzierający kręgosłup śmiech, plątanina oglądania starych filmów, połączony sposób, w jaki czytamy oddzielne powieści – wymknęły się tak cicho, że nie wymagały uznania. A może: tak cicho, że zignorowałem ich żądania. Że pozwoliłem, by przygoda i powiew nowego związku zajęły ich miejsce.

Zaczęło przenikać mokre mrozy zimy. Nasza współpraca była związana umową: współredagowaliśmy gazetę, współtworzyliśmy krzyż drużyna kraju. I tak przestaliśmy rozmawiać. Po jednym długim biegu odłączyłem się od naszego zespołu, próbując rozprostować ból z kości. Rozległy się paplaniny, gdy się rozpadały, a potem obejmowały mnie ramiona. Odwzajemniłem uścisk Alice bez słów, poczułem mydlany zapach jej skóry głowy, poczułem, jak mocniej ją ściska. Odsunęła się ze łzami w oczach i powiedziała, że ​​jest jej przykro.

Nie pamiętam, co powiedziałem, czy w ogóle cokolwiek powiedziałem. Musiałem stać z otwartymi ustami, zawieszony na wdechu. Słowa, których potrzebowałem – tęsknię za tobą, kocham cię, nie rozumiem, co się dzieje – stłoczone na języku, grube i ciężkie.

Pozwalamy temu trwać , ona odsuwa się, a ja ją puszczam. Nie było powodu, żadnego wybuchu, żadnego pęknięcia. Chyba nawet nie płakałam, dopiero dużo później.

Wiosną, podczas jednego z naszych licznych spacerów próbujących rozwiązać, powiedziała mi, jak ciężka była dla niej ta jesień, nawet poza wszystko między nami. Użyła języka klinicznego, o którym nigdy nie słyszałem, by ktokolwiek twierdził, nadała swojemu smutkowi imię. Nigdy mi nie powiedziałeś . Lekko wzruszyła ramionami, z rękami schowanymi w kieszeniach kurtki Barbour. „Myślałem, że wszyscy wiedzą”. Potrząsnąłem głową. Jakbym był każdym.

Spędziliśmy wiosnę na tych słabych ponownych uruchomieniach, nigdy nie wracając do tego, co wiedzieliśmy, że mamy. Myślałem, że to koniec naszej przyjaźni.

Po ukończeniu studiów nie widziałem Alice przez ponad trzy lata. Kiedy poznałem nowych, bliskich przyjaciół, razem płakaliśmy nad ludźmi, których straciliśmy. Opłakiwaliśmy fakt, że nie było słownictwa na temat tego, co to znaczy stracić przyjaciela. Stworzyliśmy ten język dla siebie, obiecywaliśmy sobie nawzajem, że nigdy nie pozwolimy sobie odpłynąć.

W Massachusetts, gdzie dorastałem, wszystkie dachy są skośne. W ten sposób śnieg zsuwa się. Mamy piwnice, więc możemy postawić fundamenty poniżej linii mrozu. W ten sposób, gdy zamarznięta ziemia rozszerza się i naciska na dom, nie wypycha jej. Budujemy latem, wiedząc, że nadejdzie zima. Kiedy to nastąpi, ramiona adaptacji szybko się unoszą. Zanim jeszcze zobaczyliśmy śnieg, pługi pochyliły go na chodnikach. W ten sposób możemy jechać do pracy lub szkoły po gładkich, czystych drogach.

Większość Kalifornii nie ma piwnic, pochyłych dachów ani armii pługów. Zbudowaliśmy go później, szybciej, na liniach siatki. Budujemy latem myśląc, że lato zostanie. W większości mieliśmy rację. Zima prawdopodobnie nie nadejdzie.

Ale deszcze mogą i spowodują, że nasza pustynia się zsunie. Albo mogą przestać przychodzić, a nasza sieć akweduktów wyschnie, nasze trawniki uschną, a Los Angeles będzie spragnione czegoś, czego północ nie może już zapewnić. Kiedy będziemy kopać i błagać o wodę, morze będzie się zbliżać, a nasze miasta utoną w soli. A gdy będziemy topić, te same miasta będą płonąć, a ludzie będą biec tylko po to, by wylądować w dymie swoich starych domów. A ten dym wyśle ​​węgiel, który nakarmi rozszerzającą się ranę, otwarte usta, które mówią: zrobiłeś to.

Ale może nie. Może wciągniemy nasze społeczności do mikrosieci słonecznych, usuniemy stare, drgające linie energetyczne z naszych lasów.Może zaczniemy budować nasze miasta, a nie wyłączać, żeby ludzie nie biegali po wzgórzach. Może trzymamy się z dala od linii brzegowej. Może modernizujemy nasze budynki tak, aby były bezpieczne sejsmicznie i przygotowujemy się na powodzie i pożar. A może nie, a szczęśliwcy przeniosą się w głąb lądu, bliżej jedzenia i dalej od poszarpanej krawędzi, którą ścigaliśmy.

W tym roku lato. Alice i ja dzieliliśmy to samo miasto. Wymieniliśmy nerwowe teksty dotyczące planowania, umówiliśmy się na spotkanie trzy lata później. Umówiliśmy się na spotkanie o 19:00. Przyjechałem trochę późno. Miejsce to nazywało się „Short Fiction” i było zalane różem. Siedziała przy barze w długiej niebiesko-białej kopertowej sukience, jej cienkie palce były owinięte wokół dżinu z tonikiem.

Starannie dobrałem strój. Żółta koszulka na ramiączkach ze sztucznego jedwabiu, na której widać było moje tatuaże – dowód, że inni nabazgrowali po niej blizny. Białe spodnie z prostymi nogawkami. Błyszczące skarpetki z siateczki ułożone nad ciemną skórą moich starych portugalskich oksfordów, moich ulubionych butów. Moja twarz była tą, którą nosiłem przez większość tego lata: odrobina podkreślenia na moich policzkach i nosie, szminka w kolorze kawy. Chciałem, żeby zobaczyła, że ​​jestem inny. Chciałem, żeby zobaczyła, że ​​nadal jestem sobą.

Alice narzekała na ekonomię oszustw i powiedziała mi o wszystkich najlepszych książkach, które czytała w ramach swojej pracy. Wpadliśmy na podcastera, którego kochała w barze o tematyce KGB i Alice kupiła nam troje kieliszki wódki. Płakaliśmy nad straconym czasem. Wylądowaliśmy na ławce w parku na Union Square po drugiej stronie o trzeciej nad ranem, wymieniając się lekcjami z naszego czasu oddzielnie.

Kiedy nasze spotkanie zwolniło do naszego starego buczenia, wypuściła powoli powietrze i kopnęła nogi w prosta linia, kiedy odchyliła się do tyłu. Opowiadała o przyszłości w czysty, równy sposób, jakby była już ustalona. Spotyka się z facetem, który pracuje jako konsultant. Ubiera się na studia prawnicze, przygotowując się do przystąpienia do LSAT. Może kiedyś zamieszkają razem w jakimś pięknym południowym domu, powiedziała. Byłby dobrym mężem, powiedziała.

Wreszcie udaliśmy się na stację metra, w te oślepiające światła. „Gdzie idziemy?” Zapytałem ją, przecierając oczy. Zaśmiała się, wskazała na znak. „Jedziesz tą drogą”, powiedziała mi, po czym wskazała, że ​​utwór idzie w górę. „I jadę tą drogą”.

Skinąłem głową i wsiadłem do pociągu L, który w weekendy jeździł z ograniczeniami. Czekałem 20 minut na pociąg i wysiadłem w Lorimer, idąc ze śmiechem pół mili do domu. Obudził mnie tekst Alicji.

W swojej pracy Radical Ecology filozof Carolyn Merchant podaje swoją definicję ekofeminizmu. Wyjaśnia, dlaczego porządek, hierarchia, postęp i produktywność to męskie pojęcia, używane do definiowania dobroci i dominowania zarówno nad kobietami, jak i na ziemi. Natura jest cykliczna, siła reprodukcyjna nie przejmująca się tymi narzuceniami. Jeśli zostanie pozostawione jego zmianie, zachowa równowagę. To poprzez wymagający porządek wzniecamy chaos.

Kiedy Europejczycy przenieśli się na zachód, zaczęli liczyć gatunki, wyznaczać czas wydarzeń, sprawdzać, co się tam dzieje. Niektóre z nich miały kluczowe znaczenie dla nauki: mamy jasną mapę sposobu, w jaki zmiany klimatyczne zmieniły zasięg, zmieniły procesy fenologiczne, zniekształciły ekosystemy. Ale dało nam również fałszywe poczucie kontroli i arbitralną podstawę, na której utrzymaniu spędziliśmy dziesięciolecia. Uzbrojeni w to poczucie uniwersalnego zrozumienia, zaczęliśmy budować nasze domy na skraju lasu i kołysać przewodami elektrycznymi po pasmach wyschniętej trawy.

Podobnie jak ja, Europejczycy pchali się ze wschodu na zachód, nie rozumiejąc życia -dając charakter ognia. Stworzyli obraz Kalifornii jako nigdy nie zmieniającego się raju, który w wieku 18 lat odciągnął mnie od domu 3000 mil. W przeciwieństwie do tubylców, którzy budowali swoje domy z niemożliwych do spalenia sekwoi i podpalali regularnie poszycie, ci nowo przybyli gasili każdy napotkany płomień. Pozwolili, by poszycie lasu stało się ciężkie od zarośli, aż iskrzący drut lub niedopałek papierosa mógł podpalić cały stan. Osuszali rzeki, aby zachować zieleń w ogrodach, i budowali rozległe metropolie na środku pustyni. Narzucili porządek i zostajemy w chaosie.

Kupiec opisuje, w jaki sposób historia dominacji mężczyzn doprowadziła nas do kryzysu ekologicznego i dostarcza ekofeminizmu jako rozwiązania. Jeśli szanujemy reprodukcyjną naturę naszej planety, możemy pomóc jej przetrwać. To ciężka praca i oznacza zaakceptowanie faktu, że nie możemy jeść marakui z Wietnamu i borówek z Chile przez cały rok. Oznacza to, że będziemy musieli budować zgodnie z ciągle zmieniającym się ryzykiem, z dala od zalewających wybrzeży i zwęglonych wzgórz. Oznacza to, że musimy zaakceptować siebie jako część naszych ekosystemów i zmienić się również jako część tych systemów.

To ciężka praca. Myślę o plastikowym patyczku, który pompuje hormony do mojej macicy, zatrzymuje miesiączkę i wahania nastroju, pomagając mi pozostać w zastoju leków. Myślę o sposobie, w jaki oczekuję, że moja moc będzie zawsze włączona, pomimo silnych wiatrów i ostrzeżeń o pożarze.Myślę o tym, jak chcę, aby moje przyjaźnie pozostały zawsze takie same, bez względu na to, jak się zmienimy, zranimy lub poruszymy.

Tego lata, gdy Alice i ja ponownie zaprzyjaźniliśmy się, mieszkałem z Joanną mój najlepszy przyjaciel ze studiów, w mieszkaniu kolejowym na Brooklynie. Tam z Joanną piliśmy dużo dżinu z tonikiem po powrocie do domu z naszych pełnoetatowych praktyk. Siadaliśmy na naszym maleńkim balkonie na patyku nowojorskiego lata i rozmawialiśmy o naszych rodzinach, przyszłości lub o chłopcach, których widzieliśmy, widzieliśmy lub chcieliśmy zobaczyć ponownie. Skuliliśmy się i oglądaliśmy Big Little Lies w każdą niedzielę, a w każdą środę wychodziliśmy do kina. W ciągu dnia wysyłaliśmy sobie SMS-y o naszych nastrojach i planach, wymieniając się linkami Spotify i wydarzeniami na Facebooku.

Nasze lato wydawało się być próbą życia po studiach i oboje wrócił do szkoły chcąc. Berkeley wprowadził nas z powrotem w stare procedury. Pracowaliśmy do późna i za ciężko, graliśmy mniej, wnikaliśmy głębiej w nasze umysły. Wrzesień był jak westchnienie po gorącym brooklyńskim pośpiechu. Chciałem myśleć wolno i pracować wolno, robić coś innego niż produkować. Joanna wróciła nadal biegając, pragnąc wszystko rozgryźć i zbudować bezpieczną przyszłość.

Znowu jest upadek mojego ostatniego roku i istnieje hierarchia obaw: znalezienie pracy, koniec zorganizowanej edukacji wkraczając do prawdziwego świata, pękanie grupy przyjaciół, szybko ocieplająca się planeta.

W październiku, po tym jak Zatoka oczyściła z powietrza ostatnie ślady popiołów Sonomy, usiadłem na tylnej werandzie z Joanna. To jest nasz drugi wspólny dom w Berkeley, nasz trzeci rok wspólnego życia, czwarty rok naszej przyjaźni. Palimy papierosy, aż palą nam opuszki palców, a ona patrzy na mnie tymi wielkimi zielonymi oczami. „Mogę coś powiedzieć?”

Kiwam głową, ściągając sweter na dłonie. Opieram się o listwy schodów, kiedy ona mówi mi, że nie czuje, że jestem teraz z nią. Ma rację: wchodzi i wychodzi ze swojego pokoju, budzi się o 6 rano, aby iść na zajęcia treningowe Lagree, kręci się po LinkedIn i przeprowadza wywiady informacyjne, przygotowuje sprawy, rozmawia z rekruterami i próbuje nawiązać kontakty. Nie aplikowałem na żadną pracę i leniwie przeglądałem arkusze kalkulacyjne dotyczące staży. Nie wystawiam swojej osobowości na próbę; Próbuję zbudować osobowość, którą warto przetestować.

Po lecie wczołgania się do jej łóżka, by przeżyć poprzednią noc nad garnkiem francuskiej prasy, między nami narastała pustka. Wiedziała tylko, jak rozmawiać o przyszłości, a ja nie wiedziałem, jak – nie wtedy, gdy martwiłem się, że zaprowadzi nas to do różnych miast, do różnych przedziałów dochodów i do różnych zakończeń. Powiedziałem jej, że się boję, powiedziałem, że przykro mi, że nie zwracałem uwagi. Powiedziała mi, że muszę wcześniej powiedzieć jej prawdę, że możemy się upewnić, że nie zostaniemy rozdzieleni.

Znaleźliśmy miejsce, w którym spotykamy się w naszych oddzielnych bezcelowościach, w których omijamy imprezę zjeść M & M w jej puszystym białym łóżku i porozmawiać o tym, jak możemy pracować w świecie, który sprawia wrażenie, jakby płonął. Pozwalam jej bawić się pomysłem pracy w inwestowaniu, a ona pozwala mi biegać z moimi głośniejszymi, żartobliwymi przyjaciółmi, którzy rozśmieszają mnie bardziej niż każą mi myśleć. To jest nasza adaptacja, sposób, w jaki oramy nasze drogi.

Alice pyta mnie, czy jestem bezpieczna od dymu, a ja odpowiadam, że tak, zostaję w środku. Mówi mi, że wybrała się dzisiaj na długi bieg, przy tej surowej pogodzie w Nowej Anglii. Mówi, że zawsze wywołuje w niej tęsknotę, gdy chodzi o liceum i pierwsze upadki, kiedy zmieniły się pory roku w jej życiu.

Na właściwej ulicy, we właściwym świetle, Berkeley może ci dać to też. Przedostanie się bryza, unosząc zapach rozkładających się liści. Czuję się jak gra pór roku, kiedy się ich nauczyłem: świat w ruchu, obietnica powrotu.